Bank Anglii szykuje się na powrót twardych podziałów w sprawie podwyżek po irańskim konflikcie
Dwukrotnie Bank Anglii zdecydował się pozostawić stopę procentową na poziomie 3,75%. Po marcowym i kwietniowym posiedzeniu w Monetary Policy Committee zarejestrowano w sumie tylko jeden głos sprzeciwu, co oznaczało najsilniejszą zgodę w gronie członków od lat.
W tym tygodniu może się to jednak zmienić. Posiedzenie odbywa się w czasie, gdy jednocześnie narasta inflacja i pogarszają się perspektywy dla wzrostu gospodarczego. Brytania nadal odczuwa skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie, nawet mimo że USA i Iran osiągnęły porozumienie tymczasowe: ma ono zatrzymać działania wojenne i doprowadzić do ponownego uruchomienia żeglugi przez Cieśninę Ormuz.
Dla decydentów w UK oznacza to kolejne trudne rozstrzygnięcie. W poniedziałek rano Brent spadł poniżej 84 USD za baryłkę, ale nadal jest znacznie wyżej niż na początku roku, gdy notowania spadły poniżej 60 USD.
Choć ekonomiści i inwestorzy spodziewają się utrzymania stóp bez zmian 18 czerwca, komentarze z ostatnich dni wskazują na rosnące różnice wewnątrz dziewięcioosobowego Monetary Policy Committee. Gubernator Andrew Bailey argumentuje, że bardziej restrykcyjne warunki finansowe dają radzie chwilę na ocenę ryzyka inflacyjnego związanego z szokiem energetycznym. Inni decydenci zaczynają jednak obawiać się, że czas na reakcję może się kończyć.
Przed konfliktem urzędnicy i tak byli podzieleni na dwie grupy, a Bailey często rozstrzygał wyniki głosowań w wąskich rozstrzygnięciach. Teraz część obserwatorów spodziewa się powrotu „starych linii podziału”. Wskazywano, że lipiec może być miesiącem szczególnie „krytycznym” dla dyskusji o kolejnych ruchach.
Rynek wyraźnie obniżył prawdopodobieństwo podwyżki. Po porozumieniu tymczasowym w sprawie ograniczenia działań na Bliskim Wschodzie zmalało ryzyko, że Bank Anglii zdecyduje się podnieść stopy. Według notowań na podwyżkę w lipcu rynek przypisuje około 25% szans, podczas gdy jeszcze wcześniej, w okolicach czwartku, prawdopodobieństwo sięgało ponad 50%. Na podwyżkę w tym tygodniu rynek patrzy obecnie niemal bez przekonania.
Dotychczas jedyną osobą wyraźnie opowiadającą się za podwyżkami był ekonomista Huw Pill. W tym tygodniu może jednak dołączyć co najmniej jedna kolejna osoba. Na decyzje wpływa też rosnący dysonans makroekonomiczny: z jednej strony spowolnienie i słabsze dane, z drugiej obawa, że wysokie koszty ropy mogą wywołać pętlę sprzężenia zwrotnego — firmy podnosiłyby ceny, a pracownicy żądaliby większych podwyżek płac.
W piątek opublikowano informacje, które mocno pokazują to napięcie. Gospodarka skurczyła się w kwietniu, a badanie sieci agencji Banku Anglii ujawniło pogłębiające się poczucie pesymizmu wśród przedsiębiorstw. Jednocześnie gospodarstwa domowe oczekują przyspieszenia inflacji do 4%, czyli do poziomu dwukrotnie wyższego od celu stawianego przez Bank Anglii.
Wśród osób na zewnątrz środowiska decyzyjnego jako najbardziej prawdopodobną kandydatkę do głosowania za podwyżką o 0,25 pkt proc. w tym tygodniu wskazuje się Megan Greene. W ostatnim czasie argumentowała ona, że polityka może wymagać szybkiego zacieśnienia. Obserwuje się też innych „jastrzębi” z długim stażem w komitecie.
W grze jest jednak także możliwość szerszego wsparcia dla ruchu w górę stóp. Zwrócono uwagę, że Catherine Mann i/lub Clare Lombardelli mogłyby przyłączyć się do takiego podejścia, co oznaczałoby nawet do czterech głosów za podwyżką.
Drugi obóz, określany jako bardziej nastawiony na utrzymanie łagodniejszej polityki, akcentuje słabość rynku pracy. Argument jest taki, że przy ograniczonej sile przetargowej pracowników trudniej będzie uzyskać oczekiwane podwyżki płac. Spadek liczby przejść z miejsca pracy do miejsca pracy — gdy ludzie często dostają wyraźne wzrosty wynagrodzeń — odnotowano w pierwszych trzech miesiącach roku.
Andrew Bailey podkreślał, że Bank Anglii mógłby tymczasowo zaakceptować inflację powyżej celu, o ile nie pojawią się tzw. efekty drugiej rundy (czyli wtórne utrwalenie podwyższonych cen w płacach i kontraktach).
„Jastrzębie” bardziej martwią się o to, czy firmy przełożą wyższe koszty energii i surowców na ceny — zwłaszcza że marże były już ściskane podczas poprzedniego epizodu wzrostu inflacji. Catherine Mann ostrzegała, że siła przedsiębiorstw w ustalaniu cen może być większa niż zakładano, a Clare Lombardelli wskazywała na ankiety sugerujące, że firmy będą próbowały podnosić ceny w celu odbudowania kosztów.
Choć część ekonomistów pamięta, jak w 2022 roku Bank Anglii źle ocenił, że wzrost inflacji okaże się przejściowy, nadal uważa się, że podwyżki nie muszą być nieuniknione. Jeden z argumentów dotyczy wiarygodności: może się pojawić stanowisko, że skoro inflacja utrzymuje się długo na wysokim poziomie, bank nie może pozwolić sobie na ryzyko utraty wiarygodności. W takim scenariuszu można spodziewać się podzielonego głosowania.
Zwrócono też uwagę, że w przypadku podwyżki stóp ryzyko pogłębienia spowolnienia wiąże się ze słabym rynkiem pracy — podwyższenie kosztu pieniądza mogłoby zwiększyć presję na hamowanie gospodarki.
Źródło: finance.yahoo.com
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.