Michael Burry stawia odważną tezę przeciwko SpaceX — i ostatecznie rezygnuje ze shortu
SpaceX ma dziś wśród inwestorów status „najbardziej napompowanej” spółki na rynku, a rynek wciąż winduje jej kurs. W tym tygodniu szczególnie głośno zrobiło się jednak wokół decyzji Michaela Burry’ego, który przyznał, że analizował strategie obstawiania spadków, ale finalnie z tego zrezygnował.
Burry od lat uchodzi za inwestora konsekwentnie obstawiającego przełomy w wycenach — również wtedy, gdy wydaje się, że kurs już „nie ma gdzie iść”. Tym razem punkt ciężkości był podobny: rozdźwięk między tym, czy aktywo jest drogie, a tym, czy da się na tym zarobić w praktyce.
Spółka weszła na giełdę 12 czerwca w cenie 135 USD za akcję. Od tamtego momentu kurs urósł o ok. 50%, a wartość rynkowa SpaceX sięgnęła około 2,8 bln USD, co sprawiło, że Elon Musk został pierwszym człowiekiem na świecie z majątkiem liczonym w setkach miliardów dolarów — przekraczającym granicę biliona.
„Ta hossa nie ucisza sceptyków” — widać to zwłaszcza w ocenie, że w jednym tickerze inwestorzy dostają naraz: działalność rakietową, sieć satelitarną Starlink, platformę społecznościową oraz młody zespół związany ze sztuczną inteligencją. W efekcie cena akcji wygląda tak, jakby zakładała, że praktycznie cały ten pakiet zadziała bez większych potknięć.
Burry nie zbudował jednak shorta. Utrzymywał, że nie zajmuje pozycji „ani krótko, ani długo” — czyli wstrzymał się mimo zainteresowania tematem. Kluczowe okazały się koszty hedgingu i tempo rynku.
W dniu debiutu options na SpaceX należały do najbardziej aktywnych w historii: w pierwszym dniu handlu przeszło ponad 1 mln kontraktów. To przełożyło się na ceny zakładów przeciwko kursowi. Burry przyjrzał się kilku opcjom put z ceną wykonania 100 USD, gdy akcje handlowano w okolicach 212 USD.
Najdłuższa z rozważanych opcje — wygasająca w grudniu 2028 — kosztowała około 25 USD. Wariant na czerwiec 2027 wyceniano mniej więcej na 13 USD, a najtańszy put wygasający w grudniu 2026 kosztował ok. 6,75 USD. Właśnie ta najtańsza opcja była bliska „decyzji”, ale Burry ostatecznie odpuścił: napisał, że był nią kuszony, lecz „nie, dziękuję”.
Burry zasugerował też, że wolałby, aby kurs sam się schłodził, co sprawiłoby, że koszt obstawiania spadków stopniowo by malał. Taki scenariusz zostawia otwartą furtkę na późniejsze działanie.
Ta ostrożność pasuje do szerszego wzorca jego podejścia. Niespełna miesiąc wcześniej Burry zachęcał inwestorów do ograniczania entuzjazmu wobec spółek technologicznych napędzanych momentum, gdy ceny rosną szybciej niż fundamenty.
Dlaczego wycena tak mocno „przeszkadza”
W jego argumentacji przewija się przede wszystkim skala. Burry określił SpaceX jako „fundamentalnie małą firmę kosmiczną, niszowego operatora telekomunikacyjnego”, a wątek wyceny uderza wprost w proporcje.
SpaceX miało wygenerować w 2025 roku przychody na poziomie 18,7 mld USD — o ok. jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie spółka odnotowała stratę: 4,27 mld USD już w samym pierwszym kwartale, a skumulowany deficyt przekracza 41 mld USD.
Gdy zestawi się te dane z wartością rynkową rzędu 2,8 bln USD, wycena traci charakter typowej ceny akcji, a zaczyna przypominać wycenę porównywalną z wielkością gospodarek państw.
W porównaniu do danych PKB według MFW: PKB Rosji w 2025 r. to ok. 2,59 bln USD, Włoch ok. 2,55 bln USD, a Kanady ok. 2,32 bln USD. Innymi słowy — jedna firma sprzedająca starty rakiet i internet satelitarny jest wyceniana wyżej niż roczny wynik gospodarczy Rosji, Włoch czy Kanady.
Burry podkreślił też, że kapitalizacja rynkowa może kupić łączną fortunę Jeffa Bezosa, Marka Zuckerberga, Warrena Buffetta, Jensena Huanga i jeszcze kilku innych miliarderów, pozostawiając ok. 1 bln USD „w zapasie”.
Dla przeciętnego inwestora to właśnie skala jest kluczowa: gdy pojedyncza spółka wyceniana jest jak topowa gospodarka, przestrzeń do zaskoczeń w górę się zmniejsza, a ryzyko rozczarowania pozostaje.
Burry zwrócił jeszcze uwagę na symboliczny aspekt: Berkshire Hathaway Warrena Buffetta — zbudowane przez dekady — było w ostatnich dniach „przebite” wartością rynkową aż 2,5 razy w krótkim czasie. To ma zatrzymać uwagę długoterminowych graczy.
Co oznacza „przeczytanie” shortu dla portfeli
Rezygnacja z transakcji nie była sygnałem, że SpaceX nagle staje się tanie. Burry przekazał raczej, że shortowanie nie jest w jego ocenie opłacalne „na rozsądny koszt”, a jednocześnie posiadanie akcji trudno uznać za komfortowe przy takiej wycenie.
Historia dużych debiutów technologicznych bywa tu bezlitosna: wiele z nich po IPO porusza się w pierwszym roku tak, że kurs potrafi dryfować sporo poniżej szczytu z debiutu, choć nagłówki dawno opadają.
W praktyce Burry sprowadza swoje ostrzeżenie do tego, jak układają się oczekiwania. Wartość 2,8 bln USD wygląda na cenę, która zakłada w dużym stopniu realizację scenariuszy: rakiety, satelity, AI oraz plany związane z Marsem. A jeśli spółka jest już wyceniana „w perfekcję”, to rośnie ryzyko, że nawet dobre wyniki nie wystarczą do utrzymania oczekiwań rynku.
To, co Burry robi w tym układzie, jest — jak na znanego „niedźwiedzia” — ruchem szczególnie trudnym: czeka. Nie wchodzi w short na głośno przepompowanej wycenie, tylko dopuszcza, że lepsza cena może pojawić się dopiero wtedy, gdy rynek nie będzie już tak agresywnie wyceniał kolejnych nadziei. Najbliższe wyniki kwartalne pokażą, czy inwestorzy mają taką cierpliwość, jaką wymaga ten scenariusz.
Źródło: finance.yahoo.com
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.