Czy hossa Donalda Trumpa na giełdzie dobiega końca? Narasta coraz więcej sygnałów
Od czasu inauguracji Donalda Trumpa hossa na amerykańskim rynku byków nabrała rozpędu. S&P 500 zyskał już 21% i wielokrotnie pobijał kolejne rekordy. Ruch nie był jednak liniowy: okresowo nastroje i wyniki notowań hamowały obawy związane z amerykańskimi taryfami importowymi, napięciami w Iranie oraz pytaniami o tempo wzrostu gospodarczego.
Mimo tych zawirowań przewagę zachowała narracja oparta na spółkach wzrostowych — szczególnie tych powiązanych ze sztuczną inteligencją (AI). Na rynku mocno rosły m.in. producenci chipów dla AI, firmy z sektora przetwarzania w chmurze oraz producenci pamięci i rozwiązań do przechowywania danych. Wśród najbardziej wybijających się nazw pojawiały się Nvidia, Alphabet (cloud) oraz Micron Technology (pamięć i storage). Inwestorzy skupiali się na spółkach, które już zarabiają na AI, licząc, że sukcesy będą kontynuowane.
Jednocześnie nie wszyscy podchodzą do hossy z takim samym spokojem. Ponieważ rynek jest już w trzecim roku trwania zwyżek, pojawiają się pytania o to, jak długo może utrzymywać się obecny trend — zwłaszcza gdy pojawiają się czynniki, które potrafią wyhamować wcześniejsze momentum.
AI napędza wzrosty, ale rośnie liczba ryzyk
Od momentu objęcia urzędu przez Trumpa w kierunek rynku silnie wpisywały się spółki AI oraz inne segmenty wysokiego wzrostu, w tym firmy związane z obliczeniami kwantowymi. W tle inwestorzy liczyli też na to, że obniżki stóp procentowych będą dodatkowo wspierać wycenę aktywów wzrostowych.
W ciągu ostatniego roku różne czynniki wielokrotnie wytrącały rynek z równowagi. Wiosną ogłoszenie taryf importowych uruchomiło obawy, że cła uderzą w marże i wyniki finansowe amerykańskich firm, a także w budżety konsumentów. Późniejsze rozmowy z kilkoma krajami złagodziły część tych lęków, ale wciąż są spółki, które odczuwają presję kosztową związaną z dodatkowymi opłatami.
Równolegle doszło do otwartego sporu Trumpa z ówczesnym szefem Rezerwy Federalnej Jerome’em Powell’em. Prezydent optował za obniżkami stóp, podczas gdy Powell preferował podejście „poczekamy i zobaczymy”. Ta niepewność co do kolejnych kroków banku centralnego również obciążała nastroje na rynku.
W tym roku dodatkowym hamulcem dla pozytywnego impetu stały się zawirowania w Iranie. Przyniosły one zakłócenia w łańcuchach dostaw i podbijają ceny energii, co przełożyło się na większą wrażliwość rynków na sygnały kosztowe.
Mimo tego S&P 500 odrabiał straty i — mimo trwających problemów związanych z Iranem — nadal jest na ścieżce zakładającej wzrost w pierwszym półroczu o 6%.
Czy hossa może trwać dalej?
Choć spółki z sektora AI wciąż raportują imponujące wyniki i podają prognozy na kolejne okresy, inwestorzy stają się ostrożniejsi wobec tego segmentu. W praktyce rosnące ryzyko rozczarowań sprawia, że nawet niewielkie odchylenie od oczekiwań może prowadzić do wyraźnej przeceny.
Tę zależność widać było m.in. po reakcjach na prognozę Broadcomu, która okazała się słabsza od części oczekiwań analityków — wtedy ucierpiały notowania spółek chipowych.
Na rynku rośnie też napięcie przed kolejnymi posiedzeniami Fed. Kevin Warsh objął rolę szefa Fedu w ubiegłym miesiącu, a uczestnicy rynku z uwagą śledzą, co padnie na spotkaniach. Ekonomiści nie oczekują zmiany stóp podczas posiedzenia zaplanowanego na 16 czerwca, ale rynek będzie szukał wskazówek dotyczących przyszłej polityki.
Szczególnie istotne mogą być komentarze Warsha w kontekście inflacji. Najnowsze dane pokazują, że ceny konsumentów wzrosły o 4,2% w ujęciu r/r w poprzednim miesiącu — to najwyższy poziom od trzech lat.
Wysokie wyceny jako najsilniejszy argument
Wśród czynników, które inwestorzy wskazują jako najbardziej przekonujące, pojawia się ryzyko przegrzania wycen. S&P 500 osiągnął poziomy wartościowania, jakich wcześniej nie widziano poza okresem bańki dot-com — a to, zdaniem analityków, zwykle kończyło się spadkami.
Widać to m.in. na przykładzie wskaźnika Shiller CAPE (CAPE), który jest korygowanym o inflację ujęciem ceny akcji względem zysków na akcję. Gdy wskaźnik osiąga lokalne szczyty, kolejne zachowanie indeksu bywa jednoznaczne — S&P 500 schodzi później w dół.
Z tego zestawienia wynika, że hossa kojarzona z erą Trumpa może zmierzać ku końcowi w warunkach wysokich wycen, rosnącej inflacji i ogólnej niepewności rynkowej. Nie da się jednak precyzyjnie wskazać momentu takiej zmiany: rynki potrafią przechodzić przez kolejne fazy cyklu hossy i bessy, więc spadki w ujęciu czasu zwykle są zjawiskiem przejściowym.
Na tym tle inwestorzy, którzy stawiają na jakość i utrzymują pozycje w czasie, mogą korzystać na dłuższym horyzoncie także wtedy, gdy w krótkim okresie pojawiają się wahania.
Źródło: finance.yahoo.com
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.