Czy fala mega-IPO i nowych emisji akcji oznacza zbliżające się pogorszenie na Wall Street? To zależy
Na Wall Street trwa gorąca dyskusja, czy obecna fala mega-IPO i emisji nowych akcji może oznaczać, że dobre czasy dla giełdy wkrótce się skończą. Pojawia się to w momencie, gdy rynkowi udaje się utrzymywać odporność mimo wcześniejszych wstrząsów, w tym wojny handlowej z udziałem prezydenta Donalda Trumpa oraz konfliktu z Iranem.
Jednym z głównych punktów zapalnych jest skala nowej podaży papierów wartościowych. SpaceX pozyskał 75 mld USD w ramach historycznego debiutu, a jego konkurenci z branży AI — według oczekiwań — mają sięgnąć po kolejne dziesiątki miliardów dolarów od inwestorów. Dodatkowo na początku tego miesiąca spółka będąca rodzicem Google — Alphabet — zebrała 85 mld USD w wyniku wtórnej oferty akcji.
Jonas Goltermann, główny ekonomista rynkowy w Capital Economics, zwraca uwagę, że choć nastroje w tej chwili są relatywnie dobre, to historia bywa mniej przychylna. Wskazuje, że duże IPO oraz okresy podwyższonego tempa emisji akcji w przeszłości często poprzedzały szczyty na rynku akcji w USA. Według niego wskaźniki emisji w USA mocno rosły m.in. w latach 1999, 2007 i 2021 — a każdy z tych okresów kończył się rynkami niedźwiedzia, przy czym recesje pojawiały się po pęknięciu odpowiednio bańki technologicznej i bańki na rynku nieruchomości.
Goltermann zaznacza też, że jeszcze przed IPO SpaceX oraz ofertą Alphabet zmiana w emisjach netto akcji amerykańskich spółek niefinansowych już była widoczna — na dodatnie saldo przełożyła się emisja netto w pierwszym kwartale bieżącego roku.
W jego ocenie, przy planowanych debiutach Anthropic oraz OpenAI, można założyć, że emisje w tym roku będą przypominać te znane z lat 1999, 2007 i 2021.
Jednocześnie Goltermann przyznaje, że obecna hossa ma solidne fundamenty w postaci wyników kwartalnych, a nie wyłącznie gry spekulacyjnej, a wyceny nie wyglądają na tak oderwane od realiów jak w poprzednich szczytach. Podkreśla jednak, że środowisko rynkowe coraz mocniej przypomina te wcześniejsze kulminacje, co jego zdaniem sugeruje, że giełdowy boom w sektorze AI może zmierzać ku końcowi.
Zupełnie inny wniosek prezentują analitycy Deutsche Bank, którzy zamiast koncentrować się na podobieństwach do dawnych szczytów, patrzą na dane poprzez dynamikę podaży nowych akcji i porównanie jej z zachowaniem rynku. Wskazują oni, że „fale” zwiększonej podaży papierów zazwyczaj pojawiały się równolegle z dobrymi wynikami giełdy, a nie jako sygnał narastającego stresu.
Analityk Jim Reid zauważył we wtorek, że spółki zazwyczaj decydują się na emisję wtedy, gdy popyt na akcje jest silny, momentum w wynikach finansowych ma dobrą passę, a apetyt inwestorów na ryzyko jest podwyższony. W takim ujęciu — jak argumentuje — przyczynowość zwykle biegnie od mocnego rynku do emisji, a nie odwrotnie.
Deutsche Bank podaje, że w falach emisji z ostatnich trzech dekad mediana stóp zwrotu z akcji wynosiła około 8% w horyzoncie trzech miesięcy oraz ponad 20% w 12 miesięcy. Jedynym większym wyjątkiem miało być przejście przez Globalny Kryzys Finansowy, gdy firmy w pośpiechu szukały kapitału poprzez oferty akcji.
Reid opisuje też, że obecny wzrostowy okres zaczął się znacznie wcześniej niż rok 2026. Według jego wyliczeń emisje akcji w USA podskoczyły z kwartalnego tempa około 30 mld USD na początku 2023 r. do obecnie mniej więcej 120 mld USD.
Analityk zwraca uwagę, że dzisiejszy kontekst jest jego zdaniem zdominowany przez bardzo silny popyt na akcje: napływy kapitału rosną, wspiera je wzrost zysków, a ogólna pozycjonowanie na rynku akcji pozostaje nadal umiarkowane, przy jednocześnie podwyższonej aktywności w skupach akcji (buyback). Podkreśla też, że gospodarstwa domowe nadal mają przestrzeń, by absorbować nową podaż.
W tej logice, podobnie jak przy poprzednich falach IPO, kluczowym czynnikiem ma być — w pierwszej kolejności — popyt, a nie nadmiar podaży.
Źródło: finance.yahoo.com
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.